Dodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl
Moje Małe Miejsce
Nadszedł sierpień.
2010-08-04 | 16:50:35
autor: salomea | skomentuj (0)
Już czuć, że to inny miesiąc, po gorącym lipcu – sierpień w kratkę. Raz słońce raz deszcz.

Kilka rzeczy mnie martwi.

Najbardziej to moje sny, które pomagają mi wejrzeć w moje wnętrze i rozeznać sposób patrzenia na życie. Najczęściej bardzo mi to pomaga ale ostatnio nie jestem tego taka pewna. Gdy śnił mi się Pan X wierzyłam, że to moja podświadomość pragnie spokoju sumienia i rozgrzesza mnie z dawno popełnionych błędów. Budziłam się rano i czułam, że jest mi lepiej.

Dziś jednakże śniły mi się dziwne obrazy. Czym jest a czym nie jest zdrada emocjonalna? Czy gdy się kogoś tak bardzo kocha, można się zakochać w kimś jeszcze? Albo choć zauroczyć?

Cóż daleko mi do tego ale wole chuchać na zimne i być przygotowaną na niespodzianki wynikłe w przyszłości.

Pożyjemy zobaczymy...

Dam znać.

wróciłam
2010-07-26 | 10:15:28
autor: salomea | skomentuj (0)
 Moja pierwsza notka od długiego czasu.

I moja pierwsza notka pisana w dokumencie tekstowym.

Tak chyba będzie szybciej i dokładniej.

 

Dochodzę do wniosku, że jak chcę być dla wszystkich dobra to ostatecznie nie jestem dobra dla nikogo. Się nasłuchałam ostatnio. Booo.... jak jest dobrze to wszystko wszystkim pasuje. Ale tylko popełnij błąd to ci się gromy z jasnego nieba posypią. A uszczęśliwianie kogoś na siłę nie ma sensu. Bo okazuje się, że każdy ma inne pojęcie szczęścia. I nie każdy pragnie BYĆ szczęśliwym.

 

Kurczę, ta czcionka przypomina mi czasy liceum i długich nieprzespanych nocy nad testami „czytania ze zrozumieniem”.

 

Do rzeczy.

Ja na przykład chcę mieć święty spokój.

O czym marzę?

  1. Nauczyć się przede wszystkim miłości do ludzi. Bo czasem samolubnie dochodzę do wniosku, że nie wszyscy ludzie zasługują na tzw. „miłość bliźniego”. Ale... przecież nie do mnie należy osąd czyiś pobudek i stanu serca.

To takie „gónolotne”. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że TO jest coś czego mi brakuje. Czuję się zmęczona, wręcz znękana psychicznie. Zastanawiam się nad pójściem do psychologa... Problem jest taki, że boję się zaufać. Swoim się boję a co dopiero obcemu człowiekowi. Choć czasem lepiej zwierzyć się obcemu bo obcy zniknie z twojego życia a „swój” zostanie i będzie nękał dalej.

  1. Marzę o własnej przestrzeni powietrznej, a nie tylko jej namiastce. Żyję taką ułudą i stawiam na głupie nadzieje zamiast wziąć życie w swoje ręce.

Złożyłam swój los w ręce człowieka nieodpowiedzialnego, ba! człowieka z umysłem dziecka a ciałem mężczyzny. Notabene, całkiem niezłym ciałem i może dlatego dałam się zwieść. Nie chcę już do tego wracać. Jak go znam nawet nie będzie kontynuował wczorajszej rozmowy tylko będzie chciał udać że nic się nie stało. Masakra.

  1. Marzę o własnym spokojnym życiu, no!

Kończę, bo już mi się krew zgrzewa. Jak sobie pomyślę ile człowiek czasu marnuje dla kogoś innego a ten ktoś nic sobie z tego nie robi. I tu w tym momencie należy się cofnąć do pkt. 1. Chcę się nauczyć miłości do ludzi... hehSSSSSSSSSS......

w końcu!
2010-05-05 | 16:35:02
autor: salomea | skomentuj (0)

Kilogramom zbędnym mówię: PRECZ

Schudłam już 3,5 kilograma

Pozdrawiam gorrrąco moją Mobilizację i Psychikę, dwie najbliższe mojemu Sercu Przyjaciółki, które mnie wspierają, podtrzymują na duchu i o dziwo wcale nie marudzą

I pozdrawiam oczywiście Kochanie Moje; Mojego Małego Misia

majówkowe pozdrowienia
2010-05-04 | 16:34:05
autor: salomea | skomentuj (0)

Więc już po wolnym, znów w pracy ale za to pełna sił i energi życiowej.

Czyli tak jak powinno byc. Bo szykują się zmiany. Czuję to. Powietrze pachnie zmianami... Miasto wybuchło zielenią, kasztany starają się zakwitnąć choć w warszawie już kwitną. Wiem to bo byłam.

Warszawska niedziela. Stolica przez duże "S". Tak samo śmierdząca spalinami z szarymi ludźmi i drogimi marnymi knajpkami. U nas w mieście takie jedzenie jak tam spożyć można w jakiejś spelunie czy podrzędnym pubie. Ale w Warszawie wszystko jest takie napuszone... przykre to bo mogłaby byc piękna jak Madryt, intrygująca jak Paryż i zaskakująca jak Berlin. A w Warszawie byliśmy w teatrze muzycznym i dlatego warto pojechać. Są miejsca i chwile do których warto wracać choćby tylko w myślach i tylko w snach jak tamtem niedzielny wieczór. Były bisy, były oklaski na stojąco i kwiaty i myślę, że dla takich momentów warto, ach! jakże warto być Artystą.

jest dobrze
2010-04-29 | 07:38:14
autor: salomea | skomentuj (0)

No właśnie. "Jest dobrze" bo tak czuję. Czuję się świetnie Tylko dlaczego tak mi doskwiera bezsenność? Wczoraj nie mogłam zasnąć....zasypiałam chyba z 2 godziny... Marnie. Ale czuję się świetnie Podkreślam to bo pokłóciliśmy się nie na żarty. Bo ja taka jestem, że nie odpuszczę. Dopóki nie wyjaśnię większości spraw które mnie bolą i przeszkadzają to nie mogę udawać, że jest wszystko ok. Mogę odpuścić np. ze względu na okliczności np. w sytuacji gdy jesteśmy w pracy lub w towarzystwie, to po prostu przełknę ślinę i tyle. Ale jak jesteśmy sami to nie możemy dalej się "oszukiwać", że jest ok no nie możemy...

Więc przyszedł do mnie wczoraj wieczorem. Właściwie to przyjechał na rowerku. I było miło do momentu gdy uświadomiłam sobie, że on nie przyjechał po to by cokolwiek wyjaśniać tylko by "poprawić mi humor" Właśnie tak. Bo uznał, że mam zły humor a nie że to może coś jest nie tak między nami. Ale żebym mu nie mówiła, że to czy tamto mi się nie podoba. a on nic. I teraz przyjechał żeby MI POPRAWIC HUMOR?

Więc mu tłumaczę na spokojnie, że to mi się nie podoba i tamto, i że on unika rozmów ze mną na te tematy, a on mi na to, ze to nic takiego i to nie powód ŻEBYM MIAŁA ZŁY HUMOR. Ja Was "MĘŻCZYŹNI" nie kapuję. TOTALNIE. Pan X też miał tak ciasny sposób myślenia. Ale wracam do tematu.

Uspokoiłam sie trochę i zaczęliśmy robić plany na Majówkę. Gdzie pojedziemy itp. I coś powiedziałam, jedno zdanie, wcale nie podniesionym głosem a on na to: "Uspokój się". No więc stwierdziłam w duchu, że przegiął i na dzień dzisiejszy audiencja u Wielkiego Pana M jest zakończona.

Jako że staliśmy przed moją klatką dałam mu buzi w policzek i powiedziałam: "Pozwól że się uspokoję..." i weszłam na klatkę zamykając za sobą drzwi. Wszedł za mną bo nie zdążyłam zamknąć, coś mówił o tym, że coś dla mnie ma i że dlaczego go tak traktuję. a ja już otwierałam drzwi od mieszkania i tylko rzuciłam, że nie mam juz dziś ochoty na jego towarzystwo.

Weszłam do domu i zadzwoniłam do niego. powiedziałam, że wolę od razu wyjaśnić niż czekac na jego wyjaśnienia. Powiedziałam, że nie dam się tak traktować. A on na to, że to ja go tak traktuję. stwierdziłam znów w duchu, że to wszystko jest szalenie głupie i powiedziałam do niego, że nie mam juz ochoty rozmawiać bo to nie ma sensu. więc odłozył słuchawkę.

Dzwonił wieczorem. odebrałam. Pyta: "Czy jeszcze jestem na niego wściekła i czy POPRAWIŁ MI SIĘ HUMOR? No więc ja na to, że jesli chciał mi powiedzieć dobranoc to miło z jego strony jak nie to nie mamy o czym rozmawiać. on: "Nie. a skoro nie mamy o czym rozmawiać to pa"

i tyle.

Liczę koszty kto ma lepiej, porzucona czy ta która porzuca chce uciec jak najdalej i po całej tej historii ponawiam moje pytanie z początku: SKĄD WE MNIE TO UCZUCIE, ŻE WSZYSTKO JEST DOBRZE, SKĄD DOBRY NASTRÓJ, SKORO TAK WŁAŚCIWIE NIE POWINNAM SIĘ TAK CZUĆ, BO WŁAŚNIE ZAMKNĘŁAM PRZED NOSEM DRZWI, "MIŁOŚCI MOJEGO ŻYCIA"?